Bohaterką się nie czuje
 |
|
| Chłopcy bawili się w tym miejscu |
Anna Kacperowicz z Ostrołęki jest dla wielu osób bohaterką - sama się jednak nią nie czuje.O przebiegu tragicznych wydarzeń, do których doszło 27 czerwca ok. godz. 20, opowiada z drżącym głosem oraz łzami w oczach.
Niewinny spacerWszystko zaczęło się od niewinnego spaceru, na który pani Anna wybrała się z córką, koleżanką oraz czworonogami. Aby psy mogły pobiegać i pomoczyć się w wodzie, obrały kierunek "starej" plaży. W tym samym czasie na miejscu pojawiło się sześciu chłopców w wieku 12-15 lat. Chodzili po płyciźnie. Niemal do połowy rzeki woda w tym obszarze sięgała do kostek.
- Nagle jeden z chłopców zaczął się topić, drugi chciał go ratować - mówi 31-letnia Anna Kacperowicz. - W momencie gdy ktoś tonie, wciąga ze sobą wszystko. Dlatego też kolega musiał się odsunąć i zaczął wzywać pomoc.
Pani Anna usłyszawszy krzyki nie miała wątpliwości, co musi zrobić. Spojrzała tylko dwa razy na córkę i wskoczyła do wody.
- Popatrzyłam na tego chłopca, jak na swoje dziecko - mówi drżącym głosem kobieta.
Chwila trwała wiecznośćChoć cała akcja trwała najprawdopodobniej pięć minut, ostrołęczance wydawało się, że to cała wieczność.
- Kiedy płynęłam do chłopca, była już głęboka woda - relacjonuje pani Anna. - Prąd był silny, znosiło nas. On co chwilę wynurzał się z wody. Pokazywał gdzie się znajduje. Ja próbowałam go wspierać, mówiłam, żeby oddychał, żeby utrzymywał się na powierzchni. Nie wiedziałam czy się podtapia, czy jakiś wir go wciąga.
Gdy kobieta podpłynęła do chłopca, nie miała z nim kontaktu wzrokowego. Wystawił jej tylko rękę.
Daremne okazały się próby postępowania według wskazówek pierwszej pomocy. Chłopak najwyraźniej stracił przytomność i szedł na dno. Nie pozostało nic innego, jak holowanie go do brzegu za rękę.
- Kiedy poczułam, że braknie mi sił, krzyknęłam do chłopca, który wcześniej podjął próbę ratunkową, aby mi pomógł - mówi ze łzami w oczach kobieta. - Dopłynął do mnie, gdy złapałam już grunt.
Rozgrywającą się tragedię oglądali stojący na brzegu chłopcy, koleżanka i córka pani Anny.
- Widziałam, że moje dziecko stoi nad brzegiem rzeki - dodaje. - Chciała mi pomóc, ale wiedziała, że nie może. Zaczęła wzywać pogotowie.
Nastolatek wykazał się odwagą- Gdy wyciągnęliśmy chłopca na brzeg, nastolatek, który mi pomagał, przystąpił do akcji reanimacyjnej - relacjonuje kobieta. - Ja robiłam masaż serca, a on sztuczne oddychanie. Pomimo wielkiego szoku, chłopiec zachował zimną krew. Wykazał się wielką odwagą i wiedzą. Po prostu chciał, żeby jego kolega żył.
Reanimacja tym bardziej wydawała się sensowna, że nastolatek otworzył na chwilę oczy. Była iskierka nadzieli, że ocknie się na dobre. Niestety, nawet w momencie, gdy pogotowie ratunkowe zabierało go do szpitala, nie odzyskał przytomności.
Niewiadoma o dalszych losach chłopaka nie dawała spokoju kobiecie. Wykorzystując własne źródła dowiedziała się, że mimo bardzo ciężkiego stanu, jego źrenice wróciły do normalnego stanu. Gdy jechał do szpitala, były bardzo rozszerzone, nie reagowały.
Potrzeba czasu, aby wyleczyć ranyMimo że od feralnego wydarzenia minęło już kilka dni, pani Anna oraz jej rodzina nadal nie może dojść do siebie.
- Ja jestem dorosłą kobietą i choć nadal te wydarzenia mam przed oczami, dam sobie radę - mówi ostrołęczanka. - Gorzej jednak znosi to moja córka. Ciągle do mnie dzwoni, wypytuje, czy nic mi się nie stało, ciągle chce ze mną przebywać...
Choć jak twierdzą lekarze stan chłopca jest ciężki, pani Anna nie traci nadziei.
- Wierzę z całych sił, że Filip (bo tak ma na imię chłopiec) wyzdrowieje - mówi kobieta. - Wydaje mi się, że również on ma na tym świecie jakąś misję do spełnienia.
Takim sytuacjom trzeba zapobiegaćPoniedziałkowe wydarzenie jest dla wszystkich ostrołęczan, jak również władz miasta i służb mundurowych przestrogą. Do tragedii doszło w miejscu, gdzie przed wielu laty znajdowało się miejskie kąpielisko, zaś dziś jest niedozwolonym do kąpieli. Mimo że miejska plaża znajduje w zupełnie innym miejscu, "stara" plaża nie jest zabezpieczona w odpowiedni sposób. Ostatni czarny punkt wody stanął na niej w lipcu 2009 roku. Dziś takiego nie ma.
Według Anny Kacperowicz, która ryzykowała własnym życiem, aby ratować tonącego chłopca, trzeba podjąć odpowiednie kroki, aby zapobiec podobnym sytuacjom. Chodzi szczególnie o młode osoby, które nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji.
- Po pierwsze na plaży musi znaleźć się duża tablica ostrzegawcza z zakazem kąpieli oraz opisem, jakie grozi niebezpieczeństwo - mówi kobieta. - Po drugie dzikie plaże powinny być znacznie częściej kontrolowane. Wielką porażką jest również to, że w pobliżu znajdują się ławeczki oraz zejście po schodkach na plażę. Jesienią powinno się obsadzić teren krzewami, aby uniemożliwić tam wejście.
Ostrołęcka policja apeluje do mieszkańców Ostrołęki oraz powiatu.
- Aby ustrzec się takich i podobnych sytuacji musimy pamiętać, że odpoczynek nad wodą choć przyjemny nie zawsze bywa bezpieczny - mówi Bożena Piersa z ostrołęckiej policji. Brawura, brak odpowiedzialności, rozsądku i pokory wobec tego żywiołu prowadzą do tragedii.
Musimy również pamiętać, że kąpiel na niestrzeżonych akwenach wodnych, skakanie do nieznanej wody, pływanie pod wpływem alkoholu, czy brak nadzoru dorosłych opiekunów nad dziećmi, to najczęstsze przyczyny utonięć.
Czytaj:Dramatyczne sceny rozegrały się w okolicach starej plaży
- Wyświetleń: 9600
-
- 17:21, 30.06.2011 r.