« Powrót do serwisu Moja Ostrołęka

Niedziela, 7 czerwca 2026 r., imieniny Roberta, Wiesława, Ariadny

Moja Ostrołęka

Archiwum artykułów

"Ostrołęccy biznesmeni ściągnęli sobie tanią siłę roboczą z zagranicy"

Grupa kilkudziesięciu bezrobotnych kobiet protestowała w poniedziałek przed siedzibą Powiatowego Urzędu Pracy w Ostrołęce. Pomimo wielu lat pracy w szklarniach przy ul. Krańcowej wygasające z końcem marca ich umowy ze spółką PGO sp. z o.o. nie zostały przedłużone.

Protestujące kobiety to byłe, często wieloletnie, pracownice zakładu ogrodniczego przy ul. Krańcowej w Ostrołęce, który przez nowych dzierżawców, biznesmenów z Ostrołęki i powiatu, prowadzony jest od 2015 r. Bezrobotne zgodnie twierdzą, że zostały potraktowane niesprawiedliwie, a firma szarga ich dobre imię. Postanowiły zgromadzić się przed urzędem pracy i nagłośnić temat firmy, w której przepracowały wiele lat, a która w tak niesprawiedliwy - ich zdaniem - sposób je potraktowała. O sprawie pisaliśmy w niedzielę w artykule pt. "Burza w PGO. Miejsce setki pracowników zajmą Ukraińcy?".

Przed urzędem pracy w Ostrołęce zastaliśmy grupę kilkudziesięciu kobiet, które otwarcie opowiadały o warunkach pracy, jakie im zaproponowano oraz swoim rozżaleniu po tym, w jaki sposób podziękowano im za wieloletnią, uczciwą pracę.

- Przyszłyśmy tu wszystkie, które pracowałyśmy wiele lat w szklarniach i którym nie przedłużono umów. Chcemy szukać sprawiedliwości w urzędach i u władz, aby przestrzec pracowników innych firm. Może niedługo dla nas nie będzie wcale pracy, bo wszystkie miejsca zajmą Ukraińcy - mówiła rozgoryczona była pracownica PGO.

Panie chcą dochodzić swoich praw i jeśli nie pomogą im urzędnicy, będą się starać, by sprawą zajęła się Agencja Rynku Rolnego, która wydzierżawiła teren zakładu prywatnej spółce.

- Nie może być tak, że polski pracownik będzie traktowany jak pionek, z którym nikt się nie liczy - zgodnie powtarzają bezrobotne kobiety, które w poniedziałek protestowały przeciwko nierównemu traktowaniu, zakłamaniu i niszczeniu ich opinii jako pracowników.

- Ostrołęccy biznesmeni ściągnęli sobie tanią siłę roboczą z zagranicy. A co z nami, gdzie w tym wszystkim szacunek, gdzie człowiek? Chciałyśmy godnie dopracować do emerytury, ale powiedziano nam, że po tylu latach jesteśmy mało efektywne, że nie chce nam się pracować. Nie godzimy się na szarganie naszej opinii! Chciałyśmy pracować, ale nie na tak uwłaczających ludzkiej godności warunkach, jakie nam zaproponowano. Ze strony zarządu firmy nie było dobrej woli. Jedyną opcją, jaką nam przedstawiono, było założenie spółdzielni przez urząd pracy i pracowanie na czarno razem z rodzinami. Już od początku zarząd myślał o zatrudnieniu kogoś z zagranicy - mówiły protestujące.

Z informacji przekazanych nam przez byłe pracownice wynika, że ich wysiłek nigdy nie był doceniany. Z uwagi na własne zobowiązania musiały pracować w trudnych warunkach pracy, aby móc żyć i utrzymać rodzinę. Nikt się nie skarżył z uwagi na obawę, że straci zatrudnienie.

- Dopiero teraz możemy głośno mówić, jak było naprawdę w firmie. Wcześniej bałyśmy się, bo chciałyśmy pracować, a prawdą jest, że byłyśmy zastraszane, podsuwano nam do podpisu różne dokumenty np. że nie chcemy pieniędzy za nadgodziny, że gdy wstąpimy do spółdzielni, to nawet wodę czy rękawiczki będziemy musiały sobie same zapewnić. Co innego nam mówiono, ale inne były zapisy w statucie spółdzielni. Nie mogłyśmy się zgodzić na takie warunki. Chcemy pracować, ale nie u tego pracodawcy, który nas nie szanuje. Po spotkaniu, które zorganizował zarząd, miałyśmy niespełna cztery dni, aby podjąć decyzję czy wstępujemy do spółdzielni, czy tracimy pracę. Usłyszałyśmy, że "część wieśniaczek przemyśli sprawę i wstąpią do spółdzielni". My nie wierzymy w złą kondycję firmy i uważamy, że zarząd chce się po prostu w szybki sposób dorobić na ludzkiej krzywdzie. Godziłyśmy się na wszystkie warunki, zarabiałyśmy najniższą krajową pracując w skrajnie trudnych warunkach. Widać to nie wystarczało, bo ciągle słyszałyśmy "źle", "mało", "niedobrze" - żalą się kobiety.

Niestety, urząd pracy nie ma narzędzi, aby pomóc kobietom dochodzić sprawiedliwości. Jedyne, co mógł zrobić, to sprawnie zarejestrować wszystkie osoby, które utraciły pracę, aktywizować je, proponować szkolenia, czy wskazywać wolne etaty. Większości z osób przysługuje też prawo do zasiłku. Jednocześnie dyrekcja Powiatowego Urzędu Pracy w Ostrołęce stanowczo zaprzecza, jakoby firma PGO otrzymywała z urzędu jakiekolwiek dotacje na pracownika z zagranicy, o czym wspominali nasi czytelnicy w skargach.

- Nigdy nie było i nie ma takiej procedury jak dofinansowanie kwotą 20 tys. zł pracowników z zagranicy. Firma PGO nie występowała do urzędu pracy w Ostrołęce z dokumentami informującymi o zamiarze zatrudnienia obcokrajowców z terenów wschodnich. Do dziś nie zarejestrowaliśmy takiego zgłoszenia - wyjaśnia Emilia Łepicka, wicedyrektor Powiatowego Urzędu w Ostrołęce.

O sprawę zatrudniania przez spółkę PGO osób z terenu Ukrainy zapytaliśmy także dyrektora urzędu pracy, który jednoznacznie odpowiada, że firma nie ma obowiązku rejestrować w urzędzie pracowników z zagranicy, jeśli będzie ich zatrudniała na okres krótszy niż sześć miesięcy.

- Jeśli firma chciałaby zatrudniać obcokrajowców dłużej niż sześć miesięcy, wówczas muszą mieć wydaną zgodę wojewody i u nas zgłosić ofertę pracy. Natomiast do sześciu miesięcy firma jedynie rejestruje w urzędzie, że powierza pracę osobom spoza kraju, ale tylko informacyjnie i dobrowolnie - dodaje Jacek Małkowski, dyrektor PUP.

Byłe pracownice ostrołęckich szklarni chcą nadal szukać sprawiedliwości. Czują się skrzywdzone i chcą przestrzec innych przed podzieleniem ich losu. Do sprawy będziemy wracać.

Więcej na ten temat:
Burza w PGO. Miejsce setki pracowników zajmą Ukraińcy?

Reklama
Wyświetleń: 29571
 
17:45, 11.04.2016 r.

« Powrót do archiwum

Szukaj w archiwum


Wybrane artykuły